wtorek, 5 maja 2015

Czy warto studiować afrykanistykę?


Kiedy ktoś pyta mnie, czy warto studiować filologię obcą, zawsze odpowiadam, że warto. Pogłoski o tym, jakoby jedne kierunki studiów miały dawać dobrze płatną pracę, a inne skazywać na pewne bezrobocie, są znacznie przesadzone. Z myślącego i zaradnego filozofa pracodawca będzie miał większy pożytek niż z kiepskiego programisty, prawda? Dlatego chyba lepiej wybierać kierunek studiów według własnych zainteresowań i możliwości intelektualnych. Coraz mniej jest też dziś zawodów, które tak naprawdę wymagają ukończenia konkretnego kierunku studiów. Jeśli nie mamy zamiaru zostać lekarzem, prawnikiem lub nauczycielem w szkole publicznej (bo do tego potrzebne są uprawnienia pedagogiczne), możemy wybrać dowolny kierunek, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że na rozmowie kwalifikacyjnej nikt nawet nas o to nie zapyta. Wystarczy przejrzeć oferty pracy, roi się wśród nich od managerów ds. różnych i innych pracowników korporacji z bliżej nieokreślonymi umiejętnościami. A sama filologia ma tę wyższość nad innymi kierunkami humanistycznymi (poza tymi nieszczęsnymi uprawnieniami pedagogicznymi), że daje dobrą znajomość jakiegoś języka obcego. A to dla pracodawcy zawsze jest atut. Mamy niepotrzebnie straszą swoje dzieci, że po filologii można co najwyżej uczyć w szkole. Nieprawda! Można też oczywiście być tłumaczem, ale poza tym są jeszcze te wszystkie zawody spod znaku managerów, koordynatorów i specjalistów, w których język obcy bardzo się przyda, a konkretnych umiejętności i tak trzeba nabyć już w miejscu pracy. No i oczywiście w trakcie studiów można dawać korepetycje, co jest całkiem niezłym źródłem zarobku. I to nieopodatkowanym! 

Problem z afrykanistyką jest taki, że powyższe korzyści, jakie niesie ze sobą studiowanie filologii, jej po prostu nie dotyczą. Komu mielibyśmy dawać te korepetycje? Misjonarzom? Formalnie afrykanistyka nie jest filologią, lecz orientalistyką. Lepiej jednak mieć świadomość, że bliżej jej do filologii niż choćby do stosunków międzynarodowych, żeby uniknąć późniejszych rozczarowań. Wydział Orientalistyczny Uniwersytetu Warszawskiego był kiedyś częścią Wydziału Neofilologii, po jego wydzieleniu zmieniono nazwy filologii orientalnych na orientalistyki, choć nawet pracownicy wydziału nie wiedzą, co ten termin tak naprawdę oznacza. W ofercie WO są jeszcze: japonistyka, sinologia, koreanistyka, arabistyka, indologia, iranistyka, hebraistyka, turkologia, mongolistyka i tybetologia, egiptologia oraz asyriologia i hetetytologia. Uniwersytet Warszawski to jedyna uczelnia w Polsce, która oferuje afrykanistykę. 

Jak wyglądają studia?

Do tej pory nabór przeprowadzano rotacyjnie. W jednym roku rekrutowano na języki suahili i amharski (Etiopia), a w następnym na hausa (północna Nigeria i Niger). Zwykle przyjmowana po dwanaście osób do każdej z sekcji. Kiedyś wcale nie tak łatwo było się dostać, jeszcze w roku akademickim 2006/07 afrykanistyka zanotowała prawie 12 osób na jedno miejsce. Teraz jednak dotkliwie odczuwa niż demograficzny. W roku akademickim 2014/15 zgłosiły się zaledwie niecałe 2 osoby na miejsce. Statystyki dotyczą tylko studiów licencjackich, na zrobienie magistra w Katedrze Języków i Kultur Afryki chętnych było jeszcze mniej. Władze ratują się, jak mogą, i w tym roku ogłosiły rekrutację w kombinacji suahili i hausa, bo amharski zawsze był najmniej popularnym językiem. Od dwóch lat jest też możliwość rozpoczęcia studiów magisterskich bez licencjatu z afrykanistyki i nauki języka od podstaw. Z przedmiotów maturalnych, które bierze się pod uwagę w procesie rekrutacji, najważniejszy jest język obcy na poziomie rozszerzonym, który stanowi aż 75% możliwych do uzyskania punktów. Pozostałe przedmioty to język polski i matematyka, choć tę ostatnią dołożono raczej symbolicznie. 

Program studiów na kierunku afrykanistyka z pozoru wygląda bardzo mądrze. Poza przedmiotami ogólnorozwojowymi, jak lektorat, WF, filozofia czy antropologia, znalazły się tu historia Afryki, zagadnienia społeczno-kulturowe, religie Afryki, sztuka Afryki czy wiedza o języku afrykańskim (czytaj: gramatyka opisowa). 420 godzin przewidziano na naukę głównego języka specjalności, dodatkowe 120 na lekturę tekstów w tym języku. Jest też 240 godzin nauki drugiego języka afrykańskiego. Dużo? Niespecjalnie. Japoniści tylko na podstawową naukę języka mają 720 godzin, sinolodzy - 1320 godzin. Nawet indolodzy mają 540 godzin! Czy języki afrykańskie są aż takie łatwe? Nic z tych rzeczy. A już na pewno nie są pod tym względem równe. Za najtrudniejszy uchodzi amharski, który najpierw wymaga przyswojenia sobie sylabariusza, którym jest zapisywany, a potem zagłębienia się w kulturowe meandry Etiopii, bo Amharowie nie mówią i nie piszą wprost (mówiąc bardziej fachowo, reprezentują kulturę wysokiego kontekstu). Ciężko to wszystko przyswoić przez te marne 420 godzin. W kwestii tego, czy trudniejszy jest hausa, czy suahili było już wiele sporów. Ja wolę suahili, choćby dlatego, że nie ma tonów ani innych fonetycznych niespodzianek jak hausa. No i oczywiście jest sto razy ładniejszy. :) Innym problemem jest sposób nauczania tychże języków, bo chociaż czasem trafi się jakiś native speaker, to jednak przeważnie uczymy się na tekstach. I to wcale nie najnowszych. Nikt tu chyba nie słyszał o rozwijaniu kompetencji komunikacyjnych. 

Na co jeszcze narzekają studenci?

Na przedmioty językoznawcze. Wynika to z dwóch przyczyn. O pierwszej już wspomniałam, nie wszyscy spodziewają się filologii. Drugą są wykładowcy. Większość pracujących w Katedrze osób jest językoznawcami naprawdę pasjonującymi się swoją dziedziną (którą to pasję w dużej mierze podzielam), ale to właśnie te osoby wywołują taką nienawiść do nauki o języku wśród studentów. Jak? Ano w bardzo prosty sposób. Maturzyści przeważnie odróżniają podmiot od orzeczenia, a czasem nawet dopełnienie bliższe od dalszego, ale nigdy nie słyszeli o alfabecie fonetycznym. Tutaj natomiast dowiadują się, że powinni doczytać o nim w domu, bo to takie łatwe. Nikt nie wyjaśnia podstawowych pojęć, a już tym bardziej nie kwapi się, żeby wiedzę językoznawczą ułożyć w jakiś sensowny ciąg. Językoznawcy mówią więc do swoich studentów jak do językoznawców, a w tych drugich szybko narasta niechęć. 

Na zbytnie skupienie się na obszarze kulturowym języka specjalności. Wiadomo, o całym kontynencie się naraz nie da. Ale jednak jakieś informacje poza ogólnikami i historią państw przedkolonialnych by nie zaszkodziły. 

Na zbytnie skupienie się na przeszłości. Bo druga część pracowników to historycy, którzy bardzo lubią historię dawną. Tak najdalej do kolonizacji. Najciekawszy z punktu widzenia studenta okres w historii Afryki, czyli czasy od dekolonizacji do dziś, są traktowane po macoszemu. Poświęcono im zaledwie jeden przedmiot do wyboru na studiach magisterskich, który prowadzi zresztą osoba spoza wydziału, więc czasem w ofercie się pojawia, a czasem nie. Zapomnijcie też o informacjach z zakresu polityki, stosunków międzynarodowych czy gospodarki. 

Dlaczego więc warto studiować afrykanistykę? 

Wszystkie powyższe skargi nie powinny przesłonić faktu, że to jedyne studia w Polsce, na których można uczyć się afrykańskich języków i jednak poznawać ten niezwykle ciekawy kontynent. Za studiami przemawia też kameralny klimat i przyjazna atmosfera. Bo ci wykładowcy tak naprawdę są też mili i pomocni. Studenci od lat praktykują różne wyjazdy badawcze do Afryki, o dofinansowanie których można postarać się w uniwersyteckich fundacjach. A ktoś, kto już na takim wyjeździe był, na pewno pomoże napisać projekt. Jest też całkiem sporo różnych wydarzeń kulturalnych i konferencji, jak choćby trwające właśnie coroczne Dni Afryki. Nie muszę też chyba nikogo przekonywać, że już samo poznawanie pozaeuropejskich kultur bardzo poszerza horyzonty. 


źródło: uw.edu.pl

7 komentarzy:

  1. "Pogłoski o tym, jakoby jedne kierunki studiów miały dawać dobrze płatną pracę, a inne skazywać na pewne bezrobocie, są znacznie przesadzone". Święte słowa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, że opisałaś realia takiej "egzotycznej" filologii - coś, czego sam nigdy nie doświadczyłem. Rzeczywiście studia językowe studiom językowym nierówne. Zresztą studiowałaś lingwistykę, więc masz porównanie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam wrażenie, że większość studentów filologii narzeka na to samo - za dużo językoznawstwa, za dużo kultury. Jakby rzeczywiście w oczekiwaniach kandydatów filologia miała być kursem językowym, który nazywa się inaczej i może dać dyplom magistra...

    Bardzo podobał mi się wstęp do wpisu, poruszyłaś dużo bardzo ważnych kwestii. Też jestem zdania, że w powtarzanych często frazesach niekoniecznie tkwi prawda.

    A, i jeszcze coś, może będzie ważne dla Twoich czytelników. Suahili można uczyć się także na UAM, na kierunku etnolingwistyka, do wyboru jako język specjalizacyjny w wymiarze 240h rocznie na I stopniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za informację, jakoś nigdy nie słyszałam o tych studiach.

      Usuń
    2. Nie słyszałaś, ponieważ już nie ma tej specjalności z językami afrykańskimi tj. suahili, amharski. Lata temu, na UAM można było studiować te języki nauczane przez lektorów jak i polskich specjalistów.

      Usuń
  5. Interesujący wpis. Nie miałam nigdy styczności ze studiami filologicznymi, jednak z tego co piszesz - na afrykanistyce jest faktycznie bardzo mało czasu na to wszystko. Z drugiej jednak strony - Twoje podsumowanie również do mnie przemawia i nie dziwie się, że się zdecydowałaś :)

    OdpowiedzUsuń