wtorek, 7 marca 2017

Tradycyjna literatura suahili

Jak już wspominałam Wam tutaj, biblioteka przekładów literatury Kenii i Tanzanii na język polski jest dość uboga. Sprawa literatury tradycyjnej wygląda jeszcze mizerniej, czytają ją już chyba tylko studenci i wykładowcy na afrykanistyce. Wynika to z kilu powodów. Po pierwsze są to utwory dość hermetyczne, powstałe w muzułmańskiej kulturze orientu i przez to niełatwe do zrozumienia bez odpowiedniej wiedzy kulturowej. Tym samym nie jest to zbyt komercyjny typ literatury, której tłumaczenie i wydawanie mogłoby przynieść komuś zyski. A na domiar złego tradycyjna literatura suahili była spisywana w alfabecie arabskim, co czyni ją dość trudną do odczytania. W alfabecie tym notuje się bowiem tylko miejsca, w których są samogłoski, a nie same samogłoski. W spółgłoskowym języku arabskim nie jest to jeszcze duży problem, ale słowa w suahili z reguły zawierają dużo samogłosek, przez co trudno je odszyfrować. To wszystko sprawiło, że informacje o bogatym dziedzictwie literackim kultury suahili rzadko docierają do Europy. 

Ciężko określić dokładną datę, którą można by uznać za początek twórczości literackiej w suahili w Afryce Wschodniej. Zwłaszcza że niektóre utwory zostały spisane dopiero kilkadziesiąt albo i kilkaset lat po tym, jak funkcjonowały w tradycji ustnej. Najstarsze znane nauce zapisane zdanie w języku suahili ma kilkaset lat mniej niż nasze Daj, ać ja pobruszę,a  ty poczywaj (datowane na 1270 rok) i pochodzi z 1562 roku, kiedy to pewien portugalski misjonarz zanotował fragment ludowej piosenki, który w uwspółcześnionej ortografii brzmi Ng'ombe huku viatu, mbuzi hapana viatu, co znaczy ze skóry wołowej można zrobić buty, a z koziej nie. Mało romantyczne, ale użyteczne. Prawdopodobnie żaden Suahilijczyk nigdy by takiej przyśpiewki nie zanotował. Sztuka kaligrafii była bowiem w tej kulturze wysoko ceniona, w związku z czym nie każdy tekst zasługiwał na spisanie. Zdecydowanie wyżej ceniono poezję niż prozę. Z utworów niepoetyckich spisywano głównie kroniki miast-państw, które powstawały na zlecenie władców. Większość zabytków literatury to poematy o stałej i przewidywalnej strukturze. Strofa takiego klasycznego poematu (utenzi) składała się z czterech wersów, trzy pierwsze rymowały się ze sobą, a rym z ostatniego wersu powtarzał się przez cały utwór. A takich strof mogło być kilkaset albo nawet kilka tysięcy. Najdłuższy zachowany poemat Utenzi wa Ras al-Ghul (Poemat o głowie demona) ma ponad dwadzieścia tysięcy wersów. Dla porównania Iliada składa się z 15 tysięcy wersów. Tematyka poematów obracała się najczęściej wokół religii muzułmańskiej, typowym tematem były na przykład różne historie postaci z Biblii czy Koranu, nie tyle alternatywne, co po prostu nieobecne w tych księgach. Taki poemat zwykle rozpoczyna się obszernym wstępem o samej sztuce kaligrafii, obowiązkowo zawiera także kilka strof wychwalających Mahometa. Czasem poematy dotyczyły też legendarnych postaci władców i wojowników oraz oczywiście miłości. Najbardziej znanym z takich legendarnych herosów jest niewątpliwie Fumo Liongo, którego obecnie uważa się za postać historyczną żyjącą na przełomie XIII i XIV wieku i jednego z pretendentów do tronu na wyspie Pate. Znaczną część z tych poematów znamy dziś dzięki działalności Jana Knapperta, którzy opracował ich transkrypcję na alfabet łaciński i tłumaczenia na angielski. 

Krótszych wierszy, piosenek i opowieści zwykle nie spisywano. Funkcjonowały w tradycji ustnej, opowiadano je wieczorami i przekazywano z pokolenia na pokolenie. Odpowiednia intonacja była ważnym elementem samej historii. Tak przez całe wieki funkcjonowały bajki, które czasem przytaczam na tym blogu. W niektórych przypadkach istnieje kilka różnych wersji tej samej historii i ciężko tu wartościować, która jest tą właściwą. Często za to powtarzają się charakterystyczne postacie, np. piękna i mądra gazela, przebiegły zając i sprytny Abu Nuwas, który czasem bywa wezyrem, a czasem sułtanem (Abu Nuwas naprawdę był arabskim poetą, ale postać historyczną niewiele ma wspólnego z tą z bajek). Żeby jednak nie być gołosłowną chciałabym Wam pokazać jeden z takich utworów. I nie będzie to bajka, bo tych już kilka było. Wybrałam poemat, ale poemat dość nietypowy. Nie tam jakiś religijny czy filozoficzny, ale miłosny. Momentami nawet erotyczny. Wybrałam pikantniejszy fragment, żeby pokazać w jak zawoalowany sposób pisano o tych sprawach. Poemat nowi tytuł Mwana Manga, czyli Arabka.

32.
Naapa wallahi,
asiyo shabihi
t'anena sahihi
ya makomamanga
33.
Napa siwenepo
sishuhudiyepo
matunda ya p'epo
yakwe Mwana Manga
34.
Yakiwa nguoni,
hutesha uyoni.
Yawapo bayani,
akili hutenga.
35.
Ziwavuze nana
ziwavu zenana
hutesha kuvina
wenye kumsinga.

32.
Zaklinam się, o Boże,
o Nieporównywalny,
niech będzie samą prawdą
co powiem o granatach.
33.
Przysięgam, nie widziałem
nigdy nic wspanialszego
od tych rajskich owoców
zdobiących Mwanę Mangę.
34.
Gdy kryje je ubranie
przyciągają zrazu wzrok,
nagością okraszone
pozbawiają rozumu.
35.
Delikatne niezwykłe
i miękkie są jej żebra.
Należy uważać, by
masując ich nie złamać.*


Przy okazji pozwolę sobie na małą reklamę, ponieważ niedawno nakładem wydawnictwa Elipsa ukazały się polskie przekłady kilku tradycyjnych utworów suahili. Książka nosi tytuł Opowieści na werandzie i można w niej znaleźć tłumaczenia poematu Utenzi wa shufaka (Poemat o miłosierdziu) oraz następujących bajek: Opowieść o grubej kobiecie, Opowieść o Abunuwasie, Nie podążaj za radą kobiety, Nauczyciel Goso, Dziewczyna za sto krów i Sułtan Darai. 



*Pozwoliłam sobie zacytować tłumaczenie Michała Głowackiego, ponieważ sama nie mam talentu do przekładu poezji.

Bibliografia:
I. Kraska-Szlenk (red.), Nipe kalamu. Odsłony dawnej literatury suahili, Warszawa 2015.




1 marca
Angielski dla każdego: Tydzień Książki
Japonia-info.pl: "Genji monogatari" - pierwsza powieść świata
Blog o tłumaczeniach i języku rosyjskim Dagatlumaczy.pl: “Wielka przygoda Myszki Mozzarelli”

2 marca
Angielska Herbata: Czytanie a nauka języka obcego
Finolubna: Polskie wydania fińskiej literatury w ostatnich latach

3 marca

Angielski C2: Mój ranking książek Donaldson
Gruzja okiem nieobiektywnym: Kaukaska Trylogia
FRANG.pl: Bajki dla dorosłych

4 marca
Enesaj.pl: Pięciu zapomnianych autorów
Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim: Książkowe idiomy

5 marca
Italia-nel-cuore: W 80 książek dookoła Włoch - lista 80. książek o Włoszech…
Biały Mały Tajfun: Tydzień Książki
Language Bay: Tydzień Książki Roland Dahl

6 marca
Szwecjoblog: Tydzień Książki

7 marca
Moja Alzacja: "Chwała mojego ojca", najlepsza książka o Prowansji
Français mon amour: Wokół książki po francusku

czwartek, 23 lutego 2017

Codzienne czynności

Dziś mam dla Was garść słówek związanych z codziennymi czynnościami i obowiązkami. Czasowniki podaję w bezokoliczniku (czyli z ku- na początku, które w odmianie należy pominąć z wyjątkiem czasowników jednosylabowych w niektórych czasach).

kulala - spać
kuamka - budzić się
kunawa uso - myć twarz
kupiga mswaki - myć zęby
kuoga bafuni - brać kąpiel/prysznic
kufanya mazoezi - ćwiczyć
kwenda kazini - iść do pracy
kula/kupata chakula cha asubuhi/kiamshakinywa - jeść śniadania
kula/kupata chakula cha mchana - jeść obiad
kula-kupata chakula cha jioni - jeść kolację
kupika chakula - gotować
kupakua chakula - podawać jedzenie
kusafisha nyumba - sprzątać w domu
kutandika kitanda - słać łóżko
kupiga huva - odkurzać
kupiga deki - myć podłogę
kufua nguo - prać ubrania
kupiga pasi - prasować
kwenda dukani/sokoni - iść do sklepu/na rynek
kupumzika - odpoczywać 

Ale że podawanie samych słówek wieje trochę nudą, przygotowałam też krótką historyjkę o pomaganiu w domu. :)

Juma alikuwa na mpira mpya. Aliwaambia rafiki zake, Wasike, Kamau na Otieno, "Baba yangu amenunua mpira mpya. Ni kama mpira wa shule". Wasike aliuliza "Uko wapi mpira?" "Huu mpira, lakini hauna upepo. Nitatia upepo leo jioni", Juma alisema. Wasike alisema kwa furaha "Basi leo jioni tucheze mpira hapa uwanja wa shule. Tutatafuta watoto wengine na tutaunda timu mbili."Juma alitamka "Leo mimi siwezi kucheza uwanja wa shule. Lazima nicheze karibu na nyumbani". "Kwa nini?" Otieno alimwuliza Juma. "Kwa sababu leo ni zamu yangu kumsaidia mama nyumbani. Jana ilikuwa zamu ya dada yangu, Roda" Juma alijibu.
Baada ya shule, Juma na rafiki zake walikutana nyumbani kwa Juma. Waliunda timu mbili na wakaanza kucheza. Mama yake Juma alikuwa jikoni anapika chakula cha jioni. Alitafuta unga nyumbani, lakini unga ulikuwa umekwisha. Alitoka nje kumwita Juma "Juma! Tafadhali njoo". Juma aliwaacha kucheza, akaenda kwa mama yake mbio. Mama yake alisema "Nyumbani hakuna unga wa ugali. Chukua pesa hizi ukanunue unga. Tafadhali usichelewe". Juma alisitasita. Duka lilikuwa mbali na Juma hakupenda kukosa mpira. "Aa! Mama. Ninaweza kwenda baada ya mpira?" Juma aliuliza. "Huwezi kwenda baada ya mpira. Mimi ninataka unga hivi sasa. Kumbuka, leo ni zamu yako kunisaidia kazi" mama yake alisema. Ilikuwa kweli ni zamu ya Juma kumsaidia mama yake. 
Juma alichukua pesa za unga, akarudi kwa rafiki zake. Akasema "Leo ni zamu yangu kumsaidia mama. Hakuna unga nyumbani. Lazima mimi niende dukani". Rafiki zake walinyamaza kimya. Juma hakuweza kukataa kwenda dukani. Otieno alisema "Basi nenda dukani upesi upesi. Sisi hatutacheza mpira. Tutakaa mpaka urudi kutoka dukani". Kamau alisema "Lakini dukani ni mbali. Afadhali tuvunje mchezo mpaka kesho. Kesho tutacheza uwanja wa shule". 
Juma alitaka kurudi upesi upesi. Alipenda sana kucheza mpira. Juma hakusikiliza mazungumzo ya rafiki zake. Aliondoka kama mshale kwenda dukani. Baada ya dakika tatu, alimkuta baba yake njiani. Baba yake Juma alikuwa na mfuko mkubwa mkononi. "Unakwenda wapi?" baba yake Juma aliuliza. Juma alijibu "Mama amenituma unga wa ugali dukani". "Usiende dukani. Mimi nimenunua kilo nne za unga. Unga umo humu mfukoni" baba yake Juma alisema. Baba alimpa Juma unga. Juma alichukua unga akaupeleka kwa mama yake. Juma alikuwa na furaha. Rafiki zake alikuwa kawajaondoka uwanjani. Juma alirudi mbio mbio kucheza mpira.
Juma alisema kwa furaha "Haya tuanzeni tena mpira. Mama amekwisha kupata unga". "Wewe umekwenda dukani kwa miguu au kwa gari? Wewe hujanunua unga" Kamau alisema, Mara watoto walimwona baba yake Juma anapita. "Sasa mimi nimetambua. Baba yako amelata unga wa ugali" Kamau alisema. Juma alicheka na rafiki zake wakacheka pia. Watoto waliendelea na machezo wao wa mpira mpaka jua likaachwa. 
Siku ya pili ilikuwa ni zamu ya Roda kumsaidia mama nyumbani. Juma na rafiki zake walicheza mpira kwenye uwanja wa shule. 

Juma miał nową piłkę. Powiedział swoim przyjaciołom, Wasikemu, Kamau i Oteinie, "Tata kupił mi nową piłkę. Zupełnie taką jak w szkole. Teraz możemy codziennie po szkole grać w piłkę". Wasike zapytał "Gdzie jest ta piłka?" "Mam ją tutaj, ale nie ma powietrza. Dziś wieczorem ją napompuję" odpowiedział Juma. Wasike powiedział z radością "No to dziś wieczorem gramy w piłkę na szkolnym boisku. Znajdziemy inne dzieci i stworzymy dwie drużyny". Juma powiedział "Dzisiaj nie mogę grać na szkolnym boisku, muszę się bawić blisko domu". "Dlaczego?" zapytał Oteino Jumę. "Ponieważ dzisiaj jest moja kolej, żeby pomagać mamie w domu. Wczoraj była kolej mojej siostry Rody" odpowiedział Juma. 
Po szkole Juma i jego przyjaciele spotkali się w domu Jumy. Podzielili się na dwie drużyny i zaczęli grać. Mama Jumy była w kuchni i przygotowywała kolację. Szukała mąki w domu, ale mąka się skończyła. Wyszła na zewnątrz i zawołała Jumę "Juma! Podjedź tu!". Juma przestał grać i szybko podbiegł do mamy. Mama powiedziała "W domu nie ma mąki na ugali. Weź te pieniądze i kup mąkę. Tylko się pospiesz". Juma się wahał. Sklep był daleko, a Juma nie chciał przerywać gry w piłkę. "Ale mamo. Mogę pójść po tym, jak skończę grać?" zapytał Juma. "Nie możesz pójść po tym, jak skończysz grać. Potrzebuję tej mąki teraz. Pamiętaj, że dziś jest twoja kolej, żeby pomagać w domu" odpowiedziała mama. To była prawda, dziś była kolej Jumy, żeby pomagać w domu. Juma wziął pieniądze na mąkę i wrócił do przyjaciół. Powiedział "Dziś jest moja kolej, żeby pomagać mamie. W domu nie ma mąki. Muszę iść do sklepu". Przyjaciele nic nie odpowiedzieli. Juma nie mógł odmówić pójścia do sklepu. Otieno powiedział: "Idź do sklepu szybko. Nie będziemy grać w piłkę. Poczekamy, aż wrócisz". Kamau powiedział "Ale sklep jest daleko. Trzeba odłożyć grę do jutra. Jutro będziemy grać na szkolnym boisku". Juma chciał wrócić jak najszybciej. Bardzo lubił grać w piłkę. Nie słuchał już rozmowy przyjaciół. Pobiegł jak strzała do sklepu. Po trzech minutach spotkał na drodze tatę. Tata Jumy miał w ręku dużą torbę. "Dokąd idziesz?" zapytał tata. Juma odpowiedział "Mama wysłała mnie po mąkę na ugali do sklepu". "Nie idź do sklepu. Kupiłem cztery kilo mąki. Mam ją w torbie" powiedział tata Jumy. Tata dał Jumie mąkę. Juma zaniósł mąkę do mamy. Juma był szczęśliwy. Jego przyjaciele jeszcze sobie nie poszli. Juma wrócił szybko do grania w piłkę. Juma powiedział z radością "Zaczynajmy grać. Mama dostała już mąkę". "Poszedłeś do tego sklepu na nogach czy pojechałeś samochodem? Nie kupiłeś mąki" powiedział Kamau. W tej chwili dzieci zobaczyły, że nadchodzi tata Jumy. "Teraz już rozumiem. Twój tata przyniósł mąkę na ugali" powiedział Kamau. Juma się roześmiał i jego przyjaciele też zaczęli się śmiać. Dzieci grały w piłkę, aż nie zaszło słońce. 
Następnego dnia była już kolej Rody, żeby pomagać mamie w domu. Juma i jego przyjaciele grali w piłkę na szkolnym boisku. 

źródło: shaloommission.blogspot.com

piątek, 27 stycznia 2017

Afrykańska mozaika językowa


Do napisania tego postu zainspirowała mnie opinia znaleziona na jednym z forów poświęconych nauce języków obcych, według której nie warto się uczyć języków afrykańskich, ponieważ "w całej Afryce można się spokojnie porozumieć po angielsku, portugalsku, włosku i francusku". Nie mam pojęcia, czemu na liście znalazł się włoski, który akurat nie jest językiem urzędowym w żadnym z afrykańskich państw. Być może chodziło o Etiopię. Spotkałam się kiedyś z opinią, że w Etiopii da się dogadać po włosku, bo to była włoska kolonia. Co akurat nie jest prawdą. Etiopia nigdy nie byłą kolonią, była tylko okupowana przez faszystowskie Włochy w latach 1935-1941. Ten okres to ciemna karta w historii kraju, ponieważ wojska włoskie dopuszczały się masowych mordów, gwałtów, użycia broni chemicznej i tworzenia obozów pracy. Niewątpliwe jednak Etiopczycy przy okazji liznęli trochę języka. Tylko że to było ponad siedemdziesiąt lat temu. Na tej samej podstawie można by twierdzić, że w Polsce obcokrajowiec dogada się po niemiecku, bo w końcu Polska była kiedyś okupowana przez nazistowskie Niemcy. Nawet jeśli żyją jeszcze ludzie, którzy to pamiętają, dochodzi do tego czynnik emocjonalny, język okupanta z reguły nie kojarzy się najlepiej. Choć autorką mogła też mieć na myśli Erytreę, która w latach 1889-1941 była włoskim protektoratem. 

Jednak nawet jeśli wykluczymy z listy język włoski, powyżej przytoczone stwierdzenie jest dalekie od stanu faktycznego. Żeby wyjaśnić dlaczego, warto sięgnąć trochę do historii i przypomnieć sobie, jak powstały współczesne państwa afrykańskie. Spora część granic została wyznaczona linijką po mapie przez europejskich władców, którzy nigdy nawet w Afryce nie byli i nic sobie nie robili z miejscowych podziałów etnicznych czy nawet granic rodzimych afrykańskich państw przedkolonialnych. Członkowie tych samych grup etnicznych, a nawet tych samych rodzin, stali się automatycznie obywatelami innych państw. W obrębie jednego państwa znalazły się za to ludy, które wcześniej nie miały ze sobą wiele wspólnego i często nie były nawet w stanie się dogadać. W Europie było zupełnie inaczej, tutaj raczej standardem jest, że powstanie jakiejś wspólnoty poprzedzało powstanie państwa. Przez lata to administracja kolonialna dbała o spójność i pretrwanie tych tworów państwowych, narzucając przy tym własny język jako urzędowy. (Choć nie obyło się oczywiście bez większych i mniejszych powstań). W latach sześćdziesiątych XX wieku, kiedy państwa afrykańskie w większości uzyskały niepodległość, jednym z najbardziej palących problemów okazał się brak poczucia tożsamości narodowej. Ludzie wciąż uważali się przede wszystkim za członków swojej wspólnoty etnicznej i nie identyfikowali się z odgórnie narzuconym im tworem państwowym. Dziś sytuacja znacznie się poprawiła, ale wciąż obserwujemy skutki tych podziałów. Wróćmy jednak do języków. Młode państwa afrykańskie stanęły przed wyborem, jaki język uznać za urzędowy. I wcale nie był to łatwy wybór.

Administracja i szkolnictwo już były podporządkowane językom europejskim, mało tego w większości z tych krajów używało się kilkudziesięciu, a nawet kilkuset różnych języków. Z drugiej strony język rodzimy jako urzędowy służyłby budowaniu tożsamości narodowej. Niewiele jest jednak afrykańskich krajów, których obywatele posługiwaliby się tym samym językiem. Celowo pomijam tu muzułmańską północ kontynentu, która jest na tyle odrębna kulturowo, że tradycyjnie zajmują się nią raczej arabiści, a nie afrykaniści. Do takich nielicznych wyjątków należą: Somalia (90% ludności mówi w języku somali), Botswana (język tswana jest językiem ojczystym 90% obywateli), Burundi (98% mieszkańców posługuje się kirundi), Lesoto (95% obywateli używa języka sesotho), Suazi (niemal cała ludność tego niewielkiego kraju mówi w języku suazi) czy wreszcie Ruanda (90% Ruandyjczyków mówi w kinjaruanda). Te kraje zdecydowały się na dwa języki urzędowe, jeden rodzimy i jeden europejski (z wyjątkiem Somalii, gdzie drugim językiem urzędowym jest arabski). Jedynym krajem afrykańskim, który ma jako urzędowy tylko język rodzimy, jest Etiopia (język amharski). Sytuacja tego państwa znacznie różni się jednak od innych, jego początki sięgają w końcu kilku wieków przed naszą erą, ponadto Etiopii udało się zachować ciągłość państwową w okresie kolonializmu. 

Dość istotne na afrykańskiej mapie językowej są tzw. języki ponadregionalne, czyli duże języki rodzime, które służą ludności danych obszarów do kontaktów pomiędzy grupami etnicznymi. Są to języki, które co prawda nie są ojczystymi dla większości obywateli, ale większość obywateli potrafi się w nich dogadać. Choćby ze swoimi sąsiadami pochodzącymi z innych grup etnicznych. Takim językiem ponadregionalnym jest właśnie suahili w Tanzanii i w Kenii, ale też język bamana w Mali, sango w Republice Środkowoafrykańskiej, szona w Zimbabwe czy wolof w Senegalu. Są też kraje, w których jakimś językiem rodzimym posługuje się połowa albo prawie połowa obywateli, przykładami takich języków są fang w Gabonie, owambo w Namibii, kikongo w Kongu czy malinke w Gambii. W takich państwach te dominujące języki rodzime zwykle pełnią funkcję urzędowych obok języków europejskich. Istnieją też jednak kraje, w których rozdrobnienie językowe jest tak duże, że nie można nawet powiedzieć, iż jeden język dominuje tam nad innymi. Tak jest m.in. w Kamerunie, Mozambiku, Liberii, Gwinei-Bissau czy Republice Wybrzeża Kości Słoniowej. Państwa te nie miały w zasadzie innego wyboru niż ustanowić urzędowymi języki importowane z Europy. Nie oznacza to jednak automatycznie, że cała ludność zaczęła nagle się nimi posługiwać. 

Jak nietrudno się domyślić, używanie tylu języków w jednym państwie, choć niewątpliwie ubogaca kulturowo, znacznie utrudnia też życie administracji państwowej czy szkolnictwu. W wielu z tych krajów dzieci nie są nauczane w szkołach w swoich rodzimych językach i często po prostu niewiele rozumieją z lekcji. Trochę jak u nas za czasów zaborów. Jak taka polityka językowa wygląda w praktyce, pokażę na przykładzie Kenii i Tanzanii. 

Tanzania

Językami urzędowymi są angielski i suahili, w tym drugim mówi jakieś 85% Tanzańczyków, choć tylko dla 3 % suahili jest językiem ojczystym. Te 3% pochodzi z wybrzeża lub z Zanzibaru. Szacuje się, że tylko co dziesiąty Tanzańczyk mówi po angielsku. Tego co dziesiątego Tanzańczyka znajdziemy raczej w dużym mieście, a nie na wsi, co jest akurat dobrą wiadomością, bo możemy się na niego natknąć na lotnisku lub w hotelu. Jeśli natomiast chodzi o języki rodzime większości obywateli, panuje tu duże rozdrobnienie, łącznie w Tanzanii używa się 126 języków. Największe z nich to inne języki z grupy bantu z rodziny nigerokongijskiej (czaga, hehe, makonde, makua, njamwezi, kinjaruanda, kirundi i sukuma), ale także z rodzin afroazjatyckiej i nilosaharyjskiej (luo i masai). Suahili jest językiem polityki i administracji, w suahili uczy się także w szkołach podstawowych i średnich (angielskiego uczy się jako języka obcego). Jednak już studia wyższe zwykle prowadzone są po angielsku (z nielicznymi wyjątkami, do których należy m.in. Katedra Suahili na Uniwersytecie w Dar es Salaam). Większość kanałów telewizyjnych jest w suahili, choć istnieją również kanały nadające po angielsku. Co ciekawe, importowane filmy często puszcza się po angielsku. Gazety wychodzą tak w suahili, jak i po angielsku. W suahili powstaje też większość twórczości literackiej. 

Kenia

Językami urzędowymi są angielski i suahili. W suahili mówi jakieś 65% ludności kraju. Ogółem w Kenii używa się około 40 języków, z których największe to kikuju (8 milionów użytkowników), luo (4,3 mln) i kamba (3,9 mln). Pozostałe języki pochodzą z trzech afrykańskich rodzin językowych nigerokongijskiej, afroazjatyckiej i nilosaharyjskiej. Szacuje się, że po angielsku mówi co piąty Kenijczyk. W administracji i sądownictwie dominuje język angielski, a w wojsku i policji suahili. Politycy zwykle mówią w obu. W ogóle Kenijczycy mają to do siebie, że raz mówią w suahili, a raz po angielsku i właściwie nie wiadomo dlaczego. Czasem też wstawiają suahilijskie słowa do angielskiego zdania i odwrotnie. Nauczanie w szkołach podstawowych odbywa się w 13 językach miejscowych, na wybrzeżu jest to język suahili. Od czwartej klasy języka suahili uczy się jako obcego, a językiem nauczania zostaje angielski. Istnieją kanały radiowe i telewizyjne nadawane w suahili, jak i po angielsku. Liczba tytułów prasowych wydawanych po angielsku jest dwa razy wyższa od liczby gazet ukazujących się w suahili. Najbardziej znani pisarze kenijscy piszą po angielsku, choć wymieniany często wśród potencjalnych kandydatów do literackiej Nagrody Nobla James Ngugi porzucił pisanie po angielsku na rzecz kikuju i zmienił przy tym imię na Ngugi wa Thiong'o. 

Choć wyraźnie widać, że w Kenii angielski jest zdecydowanie bardziej obecny w przestrzeni publicznej niż w Tanzanii, w obu tych krajach jest on jedynie językiem drugim. O ile łatwo jest obliczyć liczbę rodzimych użytkowników języka, dane dotyczące znajomości języków obcych w populacji z reguły są szacunkowe. Ciężko też ustalić granicę, od której właściwie zaczyna się znajomość danego języka. Na przykład z takich danych szacunkowych angielski zna w Polsce 37% populacji, czyli znacznie więcej niż w Kenii i Tanzanii, gdzie język ten jest językiem urzędowym. Czy jednak na tej podstawie powiedzielibyśmy obcokrajowcowi, że bez problemu dogada się w Polsce po angielsku? Ja bym się trochę bała. Osoby, które wierzą w powszechną znajomość języków europejskich w Afryce, również może spotkać przykra niespodzianka. 

źródło: howafrica.com

Bibliografia:
1. S. Piłaszewicz, E. Rzewuski Wstęp do afrykanistyki, Warszawa 2005.

wtorek, 3 stycznia 2017

Bajka: Nie słuchaj rad kobiety


Suahilijskie bajki potrafią być naprawdę przewrotne. Ta jest chyba najlepszym tego dowodem.


Usishike shauri la mwanamke

Alitokea mfalme, akanena: Shauri la mwanamke asishike mtu
Alitokea mtu na mkewe, anakwenda tembea. Wakapata mahala pana mitende mingi. Akapanda juu mwanamme, juu ya mtende kung'oa tende, apate kula yeye na mkewe. Alipopanda juu, akashika kuti kavu. Yule mwanamke chini akamwambia mumewe: Uache kuti kavu, ushike kuti bichi, kwa sababu hilo kuti kavu halina nguvu. Yule mwanamume akawaza akanena: Sultani amesema: Msisikilize mashauri ya waanawake. Akashika kuti kavu, ili kukataa shauri la mwanamke, akaanguka chini akazimia. Khalafu yule mwanamke alipomwona yule mumewe amezimia, akalia mwanamke. Marra wakija wenyewe wenyi mitende yao, wakimwuliza mwanamke: Unalilia nini? Akanena: Nalilia mume wangu, amekufa. Alipanda juu ya mtende, akashika kuti kavu, hamwambia: 'shika kuti bichi' asikubali, akaanguka, akifa, na sasa nalilia mume wangu. Wale wakamwambia: Kama alishika kuti bichi mumeo, naye akiwa mzima, tungelimpiga mikuki akafa, walakini sasa haidhuru. Wakamchukua mwanamke. Hatta asubuhi yule mumewe ikarejea roho yake, akatazama mkewe amechukuliwa, akanena: Kama ningalishika kuti bichi, hafuata maneno ya mke wangu, wangaliniua. 


Nie słuchaj rad kobiety

Był sobie król, który powiedział: Niech mężczyzna nie słucha rad swojej żony. 
Byli sobie też mężczyzna i jego żona, którzy wybrali się na spacer. Doszli do miejsca, w którym rosło dużo palm daktylowych. Mężczyzna wspiął się na jedną z nich, żeby zerwać daktyle dla siebie i żony. Wspinał się, trzymając się suchych liści. Jego żona, która była na dole, powiedziała: Zostaw suche liście i trzymaj się tych młodych, ponieważ suche liście są słabe. Mężczyzna pomyślał i powiedział: Sułtan mówi: nie słuchajcie rad waszych żon. Złapał się suchego liścia, żeby postąpić przeciw radom żony, spadł i stracił przytomność. Kiedy kobieta zobaczyła, że jej mąż stracił przytomność, zaczęła płakać. Nagle zjawili się właściciele palm daktylowych i zapytali ją: Czemu płaczesz? Odpowiedziała: Opłakuję mojego męża, który umarł. Wspiął się na palmę daktylową, trzymał się suchych liści, a mówiłam mu 'trzymaj się młodych liści', nie słuchał, spadł, umarł i teraz go opłakuję. Oni odpowiedzieli: Jeśli twój mąż trzymałby się młodych liści i byłby teraz cały, przebilibyśmy go włóczniami i zabili, ale teraz to już nie ma znaczenia. I zabrali kobietę. 
Następnego ranka mężczyzna odzyskał przytomność i zobaczył, że zabrali jego żonę, powiedział: Gdybym trzymał się młodych liści, posłuchałbym rad żony, zabiliby mnie. 

Słowniczek
mfalme (kl.1) - król
shauri (kl.5) - rada
kushika - trzymać
kutembea - spacerować
mitende (kl.4) - palmy daktylowe
tende (kl.9) - daktyl
kupanda - wspinać się
kuti (kl.5) - liść palmowy
kavu - suchy
bichi - młody, surowy
kuanguka - upadać
kuzimia - zemdleć
kufa - umrzeć
kulia - płakać
mkuki (kl.3) - dzida
roho (kl.9) - dusza
kuchukua - brać
kufuata - podążać
kurejea - wracać

Plantacja palm daktylowych
źródło: swiatwkwiatach.pl

piątek, 30 grudnia 2016

Forma kierunkowa


Pisałam Wam już o stronie biernej i formie statywnej, ale tak naprawdę wśród form pochodnych czasownika w suahili najczęściej używa się formy kierunkowej, która wprowadza znaczenie robienia czegoś dla kogoś. Z punktu widzenia użytkownika języka polskiego już samo jej istnienie wydaje się bez sensu. Po polsku, czy to gotujemy po prostu, czy gotujemy dla kogoś, użyjemy tego samego czasownika. Po co kombinować?  

W suahili jest jednak tak, że większość czasowników w formie prostej nie wymaga, a nawet nie pozwala na użycie dopełnienia. Kiedy więc chcemy dodać informację, dla kogo została wykonana dana czynność (czyli po prostu dodać dopełnienie), najczęściej trzeba użyć właśnie formy kierunkowej. Jedynym podstawowym czasownikiem, który z założenia wymaga dopełnienia, jest kupa, czyli dawać. Z dopełnieniem można też użyć czasowników kuuliza (pytać) i kuomba (prosić). Poza tymi wyjątkami forma kierunkowa jest konieczna w zasadzie zawsze, kiedy chcemy powiedzieć, dla kogo coś zostało zrobione. Czyli:

Mkulima analima shamba. - Rolnik uprawia pole
ale:
Mkulima anamlimia Ali shamba. - Rolnik uprawia Alemu pole. 

Jak tworzymy formę kierunkową?
- sufiksu -i- używamy w czasownikach zakończonych na spółgłoskę, które w temacie czasownika mają samogłoski i, a lub u. Np. kufika - kufikia, kupata - kupatia
- sufiksu -li- używamy w czasownikach, których temat zakończony jest na samogłoskę i, a lub u. Np. kusikia - kusikilia, kununua - kununulia. 
- sufiksu -e- używamy w czasownikach zakończonych na spółgłoskę, które w temacie czasownika mają samogłoski lub o. Np. kuleta - kuletea, kusoma - kusomea. 
- sufiksu -le- używamy w czasownikach, których temat zakończony jest na samogłoskę e lub o. Np. kuondoa - kuondolea, kupokea - kupokelea. 

Zasady są więc dość regularne i nie powinny sprawiać problemów. Najtrudniejsze jest tak naprawdę zapamiętanie, że w ogóle należałoby takiej formy użyć. :) A używa się jej w zasadzie cały czas. 

Forma kierunkowa potrafi też niestety czasem być wieloznaczna. Np. jeśli powiemy alimfanyia kazi może to oznaczać tak wykonał pracę dla kogoś, jak i wykonał pracę zamiast kogoś. W takiej sytuacji tylko kontekst może nas uratować i podpowiedzieć, o którą z opcji chodziło. 

Rzadziej spotykaną, ale równie ważną, funkcją form kierunkowej jest informowanie o funkcji, jaką pełni dany przedmiot, np. behewa la kulalia - wagon sypialny, sindano ya kushonea - igła do szycia. 

Jak już pewnie zauważyliście, forma kierunkowa często idzie w parze z dopełnieniem (np. kukupatia - wziąć dla ciebie), dość często widuje się ją też z trybem życzącym. Np. nikuchukulie mizigo - ponieść ci bagaż?

czwartek, 22 grudnia 2016

Najgorsze książki o Afryce Wschodniej


W zakładce Książki podrzucam Wam czasem recenzje książek o Kenii i Tanzanii, które warto przeczytać. Dziś jednak chciałabym zrobić coś odwrotnego i przestrzec przed niektórymi książkami, których czytanie może poważnie zagrozić zdrowiu psychicznemu myślącego człowieka. Gotowi? 

Biała Masajka


Bestseller Corinne Hofmann otwiera nie tylko listę najgłupszych książek o Afryce Wschodniej, lecz także najgłupszych książek o Afryce w ogóle. Aż trudno uwierzyć, że autorka mogła zmieścić tyle ignorancji na zaledwie trzystu stronach! Mamy tu do czynienia z biografią samej autorki, która, zobaczywszy podczas wakacji występ czarnoskórego tancerza, postanowiła zostać jego żoną i przenieść się do Kenii. Nasz dzielna Szwajcarka nawet nie potrafiła dogadać się ze swoim wybrankiem, ale nic sobie z tego nie robiła. Już kiedy pierwszy raz przeczytałam opis książki, coś mi nie pasowało. Rzecz w tym, że masajskie obyczaje małżeńskie są dość szeroko opisane w literaturze, prawdopodobnie dlatego, że oburzały kiedyś pruderyjnych europejskich antropologów. Masajowie tradycyjnie praktykowali poligamię, mało tego nie mieli też zbyt wiele przeciw skokom w bok pod warunkiem, że miały miejsce w obrębie grupy rówieśniczej męża (u Masajów istnieje silne poczucie wspólnoty pomiędzy mężczyznami, którzy wkroczyli w dorosłość w tym samym roku). Niestety jest to też dość patriarchalna społeczność, w której kobiety są wydawane za mąż dość wcześnie i nie mają za wiele do powiedzenia. Oczywiście świat się zmienia, Masajowie też, niemniej opisy z Białek Masajki jakoś nijak nie pokrywają się ze zwyczajami tego ludu. Rozwiązanie tej zagadki znalazłam dopiero na  tej stronie. Otóż wybranek Corinne Hofmann nie jest żadnym Masajem, tylko Samburu. Autorka albo o tym nie wiedziała, albo postanowiła to zignorować. Wyobrażacie sobie w ogóle coś takiego? To jak wyjść za Polaka i nadal nazywać go Rosjaninem. Dalej jest tylko gorzej. Hofmann nie zamierza się uczyć języka, dowiedzieć czegokolwiek o historii czy obyczajach ludzi, z którymi chce żyć. Zamiast tego przyjmuje postawę roszczeniową. Jest wręcz rozżalona, że nikt nie traktuje jej tak, jak sobie wyobrażała. Na siłę próbuje zmieniać styl życia mieszkańców wioski i szczerze dziwi się, gdy tym jej pomysły nie bardzo się podobają. Z mężem wciąż nie rozmawia, tylko razem sypiają. Jak nietrudno się domyślić, związek szybko się rozpada. Corinne nadal nie rozumie czemu i jest tak rozżalona, że postanawia napisać o tym książkę. I ku mojemu przerażeniu ta książka sprzedaje się dobrze na całym świecie. 

Miłość lwicy


Powieść biograficzna, której autorka poznaje na wakacjach przystojnego Samburu i postanawia zostać jego żoną oraz zamieszkać w Kenii, a potem napisać o tym złą książkę. Może to zaraźliwe? Niemka Christina Hachfeld-Tapukai wykazała się nieco większą wytrwałością od poprzedniczki, ale jej biografia jest równie niewarta czytania. 

Żona myśliwego


Powieść australijskiej autorki Katherine Scholes to tylko ordynarny harlequin, którego akcja zupełnie przypadkowo została osadzona w Tanzanii. 

Blondynka na Czarnym Lądzie


Beata Pawlikowska wydaje książki w zastraszającym tempie i to na różne tematy. Nie dziwne więc, że żadnemu z nich nie może poświęcić zbyt wiele uwagi. Jej książka o Tanzanii przypomina trochę taką ekspresową turystykę, patrzymy na prawo, jak lew majestatycznie wygrzewa się w słońcu, na lewo spowita mgłą góra Kilimandżaro i jedziemy dalej. Lubię reporterów dobrze przygotowanych do podróży, który zadali sobie trud poznania historii i zwyczajów ludów, o których chcą pisać. Takich, którzy spędzili w opisywanym miejscu odpowiednio dużo czasu i cierpliwie wysłuchali historii bohaterów. Słowem zrobili coś więcej niż wyjeżdżający na wczasy turysta. Niestety Pawlikowska produkuje tylko masowo spłyconą treść, a większość informacji o Tanzanii, które podaje w Blondynce na Czarnym Lądzie, można zaleźć w Wikipedii. Da się też odnieść nieprzyjemne wrażenie, że bardziej interesują ją jej własna osoba niż cokolwiek na zewnątrz. 

Kenia i Tanzania z serii Kobieta na Krańcu Świata


Kolejne masowo produkowane i nicniewnoszące książeczki z garścią powierzchownych informacji rodem z internetu i ładnymi zdjęciami zwierząt. I obowiązkowo łzawa historia o biednych słonikach zabijanych przez złych kłusowników. Czyta się lekko, ale naprawdę można sobie darować.

Kenia. Hakuna kurudi


Nie chcę za bardzo krytykować Pauli Anny Gierak, która sama przyznaje, że jest dopiero początkującą podróżniczką. Nie pozuje też na wielką reporterkę i znawcę tematu jak wyżej wspomniane panie. To w zasadzie urocze, jak cieszy się swoją wymarzoną podróżą. Niestety autorka nie wykazuje wielkiego talentu literackiego i ma tendencję do zbytniej emocjonalności, a nawet popadania w egzaltację. Też cieszyłabym się, gdybym właśnie kupiła bilet do Nairobi, ale taka reakcja:
Łzy leciały mi ciurkiem. Zrobiłam pierwszy krok, krok, który zbliżył mnie do spełnienia mojego największego marzenia. Być tam – w Afryce.
To już chyba jednak przesada. Ludzie jednak latają do Nairobi codziennie, pracują tam, a nawet mieszkają. To nie wyprawa do wnętrza ziemi, tylko do drugiego zaraz po Egipcie najczęściej odwiedzanego przez turystów kraju na kontynencie.

Zielone wzgórza Afryki


Zła książka dobrego autora, czyli opowieść o tym, jak Ernest Hemingway wybrał się do Kenii na polowanie na grubego zwierza i o tym, jak pił piwo z innymi myśliwymi. W Afryce nie interesowało go w zasadzie nic poza elementami fauny, które mógł ustrzelić. O miejscowych nie wspomina prawie wcale, chyba że akurat mu to piwo podali albo nieśli mu bagaż.

Pożegnanie z Afryką


Karen Blixen plasuje się niewątpliwie znacznie wyżej niż wspomniane wcześniej autorki, nie można jej zarzucić braku pewnego literackiego talentu. Poza tym moja mama uwielbia ekranizację z Robertem Redfordem. Problem w tym, że ta książka jest tylko dziennikiem życia na farmie pewnej Dunki, Afryka jest w niej jedynie malowniczym tłem zdarzeń. Dlatego Pożegnanie z Afryką trafia na tę listę jako pozycja nieprzydatna czytelnikowi, który naprawdę chciałby się czegoś dowiedzieć o Kenii. 

Czas na tzw. honorable mention. Chociaż książka ta nie opowiada konkretnie o Kenii lub Tanzanii, a jedynie o podróży wzdłuż kontynentu, moja lista byłaby niepełna bez Chwili przed zmierzchem Marcina Kydryńskiego. Tak, to ten pan z ładnym głosem prowadzący audycje muzyczne w radiowej Trójce. Cała książka może nawet nie byłaby taka zła, gdyby nie entuzjastycznie wyrażane przez autora poparcie dla... płatnego seksu z nieletnimi. Oto chyba najczęściej cytowany fragment, która następuje zaraz po erotycznych fantazjach narratora na temat pewnej dwunastolatki:
Zawsze uważałem, że w pragnieniu białych mężczyzn, by posiąść czarne kobiety, jest pewna prawidłowość. Nie wydaje mi się jednak, by chodziło tu o tak lubiany przez seksuologów, jak i historyków motyw dominacji. Widzę tę siłę raczej jako atawizm. Jako sublimację żądzy spółkowania ze zwierzętami. (...) Seks dla większości Afrykanek to jedyna radość życia. Używają go w sposób równie naturalny i spontaniczny jak zwierzęta. Jeśli nie pracują i nie kochają się - nuda je zabija. Często więc łączą te zajęcia. Ich prostytucja nie jest konsekwentna. Biorą pieniądze wtedy, kiedy ich potrzebują. Czasem proszą jedynie o śniadanie. Częstokroć proszą tylko o to, by je wziąć. A są nie do wyobrażenia piękne. Nie sądzę, by znalazł się zdrowy mężczyzna, który umie oprzeć się ich urokowi. Nie jest to bowiem wdzięk ludzki, do którego przywykliśmy, ale zwierzęcy. Te dziewczyny proszą, by je pokryć. 
Ciężko skomentować te wynurzenia w jakikolwiek cenzuralny sposób. Sam Kydryński tłumaczył się błędami młodości (książka została wydana w latach dziewięćdziesiątych i to, o zgrozo, przez wydawnictwo Prószyński i S-ka) oraz tym, że jego myśli cytowane są w oderwaniu od kontekstu. No cóż, też byłam młoda i głupia, ale nawet wtedy nie widziałam niczego dobrego w seksie z nieletnimi za pieniądze. Pewnie okażę się niezdolnym to zrozumienia subtelności aluzji prostakiem, ale jeśli kiedyś jakiś jegomość powie mi, że chciałby mnie posiąść, bo tak nakazuje mu żądza spółkowania ze zwierzętami, zobaczy podeszwę mojego buta. Bez pytania o kontekst. 

sobota, 25 czerwca 2016

Chai masala


W czerwcowej edycji akcji W 80 blogów dookoła świata stawiamy fundamentalne pytanie: kawa czy herbata? W kulturze suahili odpowiedź może być tylko jedna. Herbata! Ale nie taka zwykła, a z mlekiem i z całą masą przypraw. Spróbujcie sami. 


Chai masala

andaa birika 
chemsha maji kidogo
tia majani ya chai vijiko 5 (kwa watu watano)
tia dalasani, karafuu, tangawizi na iliki kidogo
chemsha vitu vyote kwa dakika 5 hivi
ongeza maziwa vikombe 5
chemsha tena
tia sukari vijiko vitano, koroga vizuri
chai tayari

przygotuj czajnik
zagotuj trochę wody
dodaj 5 łyżek liści herbaty (dla pięciu osób)
dodaj trochę cynamonu, goździków, imbiru i kardamonu
gotuj wszystko przez około 5 minut
dolej 5 kubków mleka
znów zagotuj
dodaj 5 łyżek cukru, dokładnie zamieszaj
herbata gotowa

źródło: wikimedia.org

Zajrzyjcie też koniecznie na inne blogi biorące udział w akcji!

Austria
Herbata po austriacku

ChinyBiały Mały Tajfun: Kawa Hani
Gruzja
Gruzja okiem nieobiektywnym: Kawa czy herbata, czyli co pić w Gruzji
Hiszpania
Hiszpański na luzie: Trzy kawowe napoje z Walencji

Kazachstan
Enesaj.pl: Historia herbaty w Kazachstanie
Rosja
Blog o tłumaczeniach i języku rosyjskim: Herbata w literaturze rosyjskiej

Turcja
Turcja okiem nieobiektywnym: Kawa prawdę Ci powie